27 sierpnia 2012

W niebiesko-szarym piekle spojrzeń.

Czuję, że żyję zamknięta w małym pudełeczku. Wiem, co muszę zrobić. Wiem, jak stąd wyjść, ale odnoszę wrażenie, że ktoś bezczelnie trzyma palec dociskając wieko kartonu. Jestem niepoukładana, rzucona w ten mały prostokąt zupełnie bez ładu. Męczy mnie poczucie wszechobecnych możliwości, których moje spętane ręce nie mogą dosięgnąć. Taki zastój. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że to etap przejściowy. Pół piętro pomiędzy parterem, a poziomem numer 1. Trzeba przetrwać. Zacisnąć pięści i wygryźć dziurę od spodu, a może w rogu. To kolejny problem. Którą z dróg wybrać. Tak wiele możliwości. Słońca już dawno nie widziałam, a przecież potrafię je sama stworzyć. Potrafię przegnać złe chmury, wyczarować błękit nieba. Tylko jak tu zrobić cokolwiek skoro leżę poplątana w "niebiesko-szarym piekle spojrzeń..."

Ostatnie 1,5 dnia wolności. Praco - nadchodzę!




23 sierpnia 2012

Druty i inne...

Systematyczność spoczęła w pokrytym pomarańczowym kocem wygodnym łóżku - moim tak à propos. Próbowałam wyciągnąć ją za nogi, ale zapomniałam, że to twór frędzlowaty, więc na nic moje próby siły. Zastosowanie perswazji również nie przynosi efektów. Cholera się uparła i leży...
Nie pozostaje mi nic innego, jak wpakować się jej do łóżka i odpocząć. Nawet książkę przeczytam, a jak. Cudowna islandzka pogoda sprawiła, że nawet mój kot z ADHD śpi cały dzień. Dzięki Ci Boże, Allahu, Wszechświecie(niepotrzebne skreślić, lub wpisać swoją wersję) za ten dar w postaci braku miałczenia. Nie muszę udawać, że zabawa drutem pasjonuje mnie dogłębnie i sprawia, że moje życie nabiera sensu. Tak - drutem. Otóż moje futrzane stworzenie uznało, że druty bardziej nadają się do noszenia w pyszczku niż do robienia na nich rękawiczek. Tak oto, dnia powszedniego o godzinie 5 nad ranem dane jest mi wysłuchiwać hejnału granego drutem na kaloryferze. Powinni stworzyć jakiś synonim wyrazu drut, bo ile można go powtarzać... Chyba, że to mój brak słownictwa się objawia w ten sposób?






21 sierpnia 2012

Spacer

 Ocean mnie uspokaja. Lubię być z naturą sam na sam. Zdala od hałasu i tej ciągłej gonitwy. Jak dobrze, że mieszkam na Islandii, bo tu łatwo o takie miejsca. Więc tak na dobry początek pare zdjęć ze spaceru.






Wszystko ma swój początek...

...I koniec.  Ja zajmę się tym, co pozostaje w środku. Chwilą.

Chwila - nieogarnięty odcinek czasu występujący pomiędzy słowami, nutami... Pomiędzy myślą a uczuciem.
Często pomijany w życiu.

Nie mam konkretnych planów odnośnie tego bloga. Po prostu sobie będzie :)