28 września 2012

Different

Piątek, 21:58... Gdzieś na końcu świata. Mały pokój, kilka metrów, ciasne przejście pomiędzy biurkiem a łóżkiem. Sama nie wiem dlaczego to biurko tu stoi - nigdy z niego nie korzystam. Gromadzi kurz i stosy kartek... Na ogół pustych.
Za ścianą ogłosy imprezy. Wiesz, weekend.
Wzdycham i pociągam kolejny łyk piwa. Czarna puszka, na niej jabłko - kwaśne. Smakuje jak kiepski szampan, ale piję. Po paru łykach nie czujesz smaku, wchodzi gładko. Płomień mojego dnia już dawno przygasł, wyłączyłam światło, bo raziło przekrwione oczy. Kolejny łyk. Myśl, że za kilka godzin musze wstać, wsiąść do samochodu i na nowo zacząc funkcjonować przelatuje wszystkie skrawki mojej świadomości i zatrzymuje na języku.
Nie moge się zniszczyć, nie dziś. Przełykam ślinę dławiąc smutki. Na nie też przyjdzie jeszcze czas...
Wysunęłam rękę w przód delikatnie gładząc klawiaturę. Jest rozgrzana, parzy moje opuszki. Wystukuję kilka liter, jedna za drugą. Subtelny smak sylwestra w ustach powoli podnosi ciśnienie krwii. Szum w głowie deformuje obrazy wspomnień, zaczynam się zatracać. Chwilowa amnezja pochłania mnie od środka. Nawet to, że zwróciłam na nią uwagę nie zachwiało jej pewności. Nadciąga. Czuję się goła. Rozebrana z myśli. Żadnych barier, granic... Zniknął mur chroniący mnie od rzeczywistości. Dlatego lubię pić w samotności - nikt nie skrzywdzi mnie bardziej niż ja sama.
Przeniosłam uwagę na miskę leżącą obok. Rozentuzjazmowany tłum pistacji nagle zamknął się w sobie. Wizja psychologa z tłuczkiem w dłoni rozbawiła mnie przez moment, po czym ucichła.
Za oknem przestrzeń pełna cieni, ulubiona pora dnia. Noc. Wiesz jak to jest gdy czujesz mrok oblepiający Twoje ciało ze wszystkich stron. Każdy najmniejszy fragment Twojej skóry... Następna dawka procentowego napoju wyssała ze mnie poczucie obecności.
Strzępki obrazów w głowie przybrały dziwną formę. Czuję jak gładzą moje dłonie, mrowienie postępuje w górę... Całe ciało zaczyna drżeć, wszechogarniające ciepło. Co chwilę przemyka mi przed oczami wizja szaro-niebieskich oczu. Jest tylko jedna taka para na całym świecie, choć czasem miewam wrażenie, że to nie człowiek a oczy mnie śledzą. Wypalają dziury w świadomości zalepiając je czym tylko zechcą.

Jeszcze jeden łyk. Ostatnie krople piwa leniwie zlewają się do moich ust. Lekko potrząsam puszką, by upewnić się, że nic nie zostało i zawiedziona odkładam ją na parapet. Obiecałam sobie względną trzeźwość. Chyba pora iść spać.  



 

25 września 2012

Apocalyptic love.

Uwielbiam takie chwile. Stojąc pośród drzew czuję, jak zapach lasu wpada z prędkością światła w moje nozdrza podrażniając wrażliwy węch. Przesiąka moją skórę, gubi się w labiryncie włosów - świadomie, by pozostać tam przez moment.
Popołudniowe słońce wbija swe pazury w moje oczy, jakby chciało uchronić się przed zachodem - trwać jedną sekundę dłużej.
Wiatr wywiał wszystkie myśli i hula teraz w uszach odgrywając zwycięski hymn.
Natura otuliła mnie swymi ramionami, a teraz karmi moje zmysły dawką smaków, zapachów. Uczy dotykać, tańczyć pomiędzy kroplami deszczu. Zdobyła mnie.
Wiem, że odda mnie światu dopiero gdy będę gotowa, gdy poznam wszystkie kolory. A gdy zapomnę ich nazwy, przyjmie spowrotem.







10 września 2012

All out of words cause I'm sure it'll never last



To jeden z tych dni, kiedy słowa mają znaczenie tylko niewypowiedziane. Kiedy krzyk najgłośniej brzmi, gdy jest niemy. Cieżke mosty walą się od szeptu, fundamenty przemieniają w piasek i lecą z wiatrem do ciepłych krajów.
Dźwięk myśli w mojej głowie przypomina syrene alarmową. Przedziera się przez każdą najmniejszą oznakę stabilności i rozrywa ją na pół. Zakłada klapki na oczy, każe biec w przód, przy tym nie dając żadnych wskazówek o leżącym przede mną progu. Pozornie mam kontrolę, przezornie stąpam przed siebie układając w głowie strzępki doświadczeń w całość. Syzyfowa praca. 



8 września 2012

Koniec pewnego etapu



 Wczorajszy wieczór spędzony na końcu świata, a końce świata mają to do siebie, że posiadają wyjątkowe zachody słońca.
Siedząc w półmroku, głaszcząc za uchem sens istniena, który ułożył się leniwie na moich kolanach dostrzegłam, że owy zachód słońca dopełnił pewien etap. Zanim noc oblepiła ostatnie promyki słońca wiedziałam, że teraz będzie inaczej. W powietrzu unosiła się słodka lekkość - ten stan, kiedy czujesz rozlewające się w środku ciepło, a wiatr przeczesuje kosmyki twoich włosów szepcząc Ci do ucha najpiękniejsze melodie. Cudowne trwanie pomiędzy "teraz" a "za chwilę".

A przede mną wolny weekend z gitarą w dłoni ;)