Piątek, 21:58... Gdzieś na końcu świata. Mały pokój, kilka metrów, ciasne przejście pomiędzy biurkiem a łóżkiem. Sama nie wiem dlaczego to biurko tu stoi - nigdy z niego nie korzystam. Gromadzi kurz i stosy kartek... Na ogół pustych.
Za ścianą ogłosy imprezy. Wiesz, weekend.
Wzdycham i pociągam kolejny łyk piwa. Czarna puszka, na niej jabłko - kwaśne. Smakuje jak kiepski szampan, ale piję. Po paru łykach nie czujesz smaku, wchodzi gładko. Płomień mojego dnia już dawno przygasł, wyłączyłam światło, bo raziło przekrwione oczy. Kolejny łyk. Myśl, że za kilka godzin musze wstać, wsiąść do samochodu i na nowo zacząc funkcjonować przelatuje wszystkie skrawki mojej świadomości i zatrzymuje na języku.
Nie moge się zniszczyć, nie dziś. Przełykam ślinę dławiąc smutki. Na nie też przyjdzie jeszcze czas...
Wysunęłam rękę w przód delikatnie gładząc klawiaturę. Jest rozgrzana, parzy moje opuszki. Wystukuję kilka liter, jedna za drugą. Subtelny smak sylwestra w ustach powoli podnosi ciśnienie krwii. Szum w głowie deformuje obrazy wspomnień, zaczynam się zatracać. Chwilowa amnezja pochłania mnie od środka. Nawet to, że zwróciłam na nią uwagę nie zachwiało jej pewności. Nadciąga. Czuję się goła. Rozebrana z myśli. Żadnych barier, granic... Zniknął mur chroniący mnie od rzeczywistości. Dlatego lubię pić w samotności - nikt nie skrzywdzi mnie bardziej niż ja sama.
Przeniosłam uwagę na miskę leżącą obok. Rozentuzjazmowany tłum pistacji nagle zamknął się w sobie. Wizja psychologa z tłuczkiem w dłoni rozbawiła mnie przez moment, po czym ucichła.
Za oknem przestrzeń pełna cieni, ulubiona pora dnia. Noc. Wiesz jak to jest gdy czujesz mrok oblepiający Twoje ciało ze wszystkich stron. Każdy najmniejszy fragment Twojej skóry... Następna dawka procentowego napoju wyssała ze mnie poczucie obecności.
Strzępki obrazów w głowie przybrały dziwną formę. Czuję jak gładzą moje dłonie, mrowienie postępuje w górę... Całe ciało zaczyna drżeć, wszechogarniające ciepło. Co chwilę przemyka mi przed oczami wizja szaro-niebieskich oczu. Jest tylko jedna taka para na całym świecie, choć czasem miewam wrażenie, że to nie człowiek a oczy mnie śledzą. Wypalają dziury w świadomości zalepiając je czym tylko zechcą.
Jeszcze jeden łyk. Ostatnie krople piwa leniwie zlewają się do moich ust. Lekko potrząsam puszką, by upewnić się, że nic nie zostało i zawiedziona odkładam ją na parapet. Obiecałam sobie względną trzeźwość. Chyba pora iść spać.

Za ścianą ogłosy imprezy. Wiesz, weekend.
Wzdycham i pociągam kolejny łyk piwa. Czarna puszka, na niej jabłko - kwaśne. Smakuje jak kiepski szampan, ale piję. Po paru łykach nie czujesz smaku, wchodzi gładko. Płomień mojego dnia już dawno przygasł, wyłączyłam światło, bo raziło przekrwione oczy. Kolejny łyk. Myśl, że za kilka godzin musze wstać, wsiąść do samochodu i na nowo zacząc funkcjonować przelatuje wszystkie skrawki mojej świadomości i zatrzymuje na języku.
Nie moge się zniszczyć, nie dziś. Przełykam ślinę dławiąc smutki. Na nie też przyjdzie jeszcze czas...
Wysunęłam rękę w przód delikatnie gładząc klawiaturę. Jest rozgrzana, parzy moje opuszki. Wystukuję kilka liter, jedna za drugą. Subtelny smak sylwestra w ustach powoli podnosi ciśnienie krwii. Szum w głowie deformuje obrazy wspomnień, zaczynam się zatracać. Chwilowa amnezja pochłania mnie od środka. Nawet to, że zwróciłam na nią uwagę nie zachwiało jej pewności. Nadciąga. Czuję się goła. Rozebrana z myśli. Żadnych barier, granic... Zniknął mur chroniący mnie od rzeczywistości. Dlatego lubię pić w samotności - nikt nie skrzywdzi mnie bardziej niż ja sama.
Przeniosłam uwagę na miskę leżącą obok. Rozentuzjazmowany tłum pistacji nagle zamknął się w sobie. Wizja psychologa z tłuczkiem w dłoni rozbawiła mnie przez moment, po czym ucichła.
Za oknem przestrzeń pełna cieni, ulubiona pora dnia. Noc. Wiesz jak to jest gdy czujesz mrok oblepiający Twoje ciało ze wszystkich stron. Każdy najmniejszy fragment Twojej skóry... Następna dawka procentowego napoju wyssała ze mnie poczucie obecności.
Strzępki obrazów w głowie przybrały dziwną formę. Czuję jak gładzą moje dłonie, mrowienie postępuje w górę... Całe ciało zaczyna drżeć, wszechogarniające ciepło. Co chwilę przemyka mi przed oczami wizja szaro-niebieskich oczu. Jest tylko jedna taka para na całym świecie, choć czasem miewam wrażenie, że to nie człowiek a oczy mnie śledzą. Wypalają dziury w świadomości zalepiając je czym tylko zechcą.
Jeszcze jeden łyk. Ostatnie krople piwa leniwie zlewają się do moich ust. Lekko potrząsam puszką, by upewnić się, że nic nie zostało i zawiedziona odkładam ją na parapet. Obiecałam sobie względną trzeźwość. Chyba pora iść spać.