Jak to nazywają... Ostatni dzień świąt? To zdecydowanie jeden z tych dni kiedy mimo braku slońca za oknem, Ty uśmiechasz się. Sam w sobie jestes takim slońcem. Promieniejesz. Wiesz, tańczysz, śpiewasz. Jakby coś tchnęło w ciebie całe dobro tego świata. Rastuchy czasami tak mają. Nie masz czasu narzekać, że zimna woda z kranu nie jest kawą. Jest zimną wodą z kranu i smakuje wyśmienicie. Wraz z chłodnymi panelami, tylko ona równoważy temperaturę Twojego dobrego humoru, żeby się szybko nie wypalił. Z głośników wydobywa się dźwięk, otula cię i robi za partnera w tańcu. Wierz mi, świetnie tańczy. Tak sobie trwacie przez kilka sekund spoglądając na spadający z nieba biały puch. Zabawne, wyobrażając sobie płatki śniegu zapominamy o ich zimnie. Zwłaszcza, gdy temperatura wewnątrz przypomina tę na Jamajce.
26 grudnia 2012
23 grudnia 2012
A New Dawn
Dostałam kiedyś propozycję wyjazdu. Nie takiego zwykłego, jak wakacje. Wyjazdu bez konkretnego celu podróżu, miejsca. Wyjazdu w świat. I gdyby nie zaproponowała mi tego osoba, która wiele do mojego życia wniosła i którą dobrze znam, to pewnie odebrałabym to, jako żart.
Wiele razy marzyłam o podróżowaniu, bez zobowiązań, pare dni tu, pare tam. Wyobraź sobie: Wstajesz z miejsca, w którym teraz siedzisz, bierzesz plecak, wrzucasz tam ubrania, najpotrzebniejsze kosmetyki, troche pieniędzy, coś do pisania i aparat. Na stole zostawiasz list z wyjaśnieniami. Wkładasz buty, zamykasz za sobą drzwi i łapiesz stopa w świat.
Dlaczego ludzie o tym marzą? Znudzeni miejscem szukają nowych wrażeń, pragną wspomnień. Takie nasze osobiste wołanie o deszcz na pustyni.
Od pewnego czasu mieszkam przeszło 3 tysiące km od Polski. Wszystko co miałam, cały świat, który zdołałam zbudować w ciągu kilkunastu lat, został tam. Wydawać by się mogło, że da się go zbudować na nowo. No tak, tez prawda, ale na to trzeba czasu. A co z tym, który stoi pomiędzy utratą a zyskiem?
Nawet jeśli masz do dyspozycji kilkanaście wulkanów, setki wodospadów i tysiące kilometrów lawy do okoła siebie, to nie znaczy, że jesteś szczęśliwy, prawda? Potrafimy codziennie przechodzić obok miejsc i nawet ich nie zauważać. One sobie tam są, dni, miesiące, a czasem nawet lata. I tak będą trwać niezmiennie w tym samym miejscu dopóki nie nadamy im jakiegoś znaczenia, nie powiążemy z nimi naszych wspomnień. Dopóki nie zaistnieją w naszych głowach. Jak już kiedyś pisałam, marzymy o podbijaniu świata, ale po stracie najbliższych jego koniec sam puka do naszych drzwi.
Co mi z zachodu słońca w moim rodzinnym mieście jeśli nie wybija się pośród tych, które oglądam przez całe moje życie? Każdy jest wyjątkowy, ale zapamietasz tylko te, które miały jakieś znaczenie. A wiadomo, że najlepsze wspomnienia tworzymy z najbliższymi.
Dlatego tęsknię nie za miejscem a za ludźmi, którzy pomagali mi nadawać znaczenie rzeczywistości.
Wiele razy marzyłam o podróżowaniu, bez zobowiązań, pare dni tu, pare tam. Wyobraź sobie: Wstajesz z miejsca, w którym teraz siedzisz, bierzesz plecak, wrzucasz tam ubrania, najpotrzebniejsze kosmetyki, troche pieniędzy, coś do pisania i aparat. Na stole zostawiasz list z wyjaśnieniami. Wkładasz buty, zamykasz za sobą drzwi i łapiesz stopa w świat.
Dlaczego ludzie o tym marzą? Znudzeni miejscem szukają nowych wrażeń, pragną wspomnień. Takie nasze osobiste wołanie o deszcz na pustyni.
Od pewnego czasu mieszkam przeszło 3 tysiące km od Polski. Wszystko co miałam, cały świat, który zdołałam zbudować w ciągu kilkunastu lat, został tam. Wydawać by się mogło, że da się go zbudować na nowo. No tak, tez prawda, ale na to trzeba czasu. A co z tym, który stoi pomiędzy utratą a zyskiem?
Nawet jeśli masz do dyspozycji kilkanaście wulkanów, setki wodospadów i tysiące kilometrów lawy do okoła siebie, to nie znaczy, że jesteś szczęśliwy, prawda? Potrafimy codziennie przechodzić obok miejsc i nawet ich nie zauważać. One sobie tam są, dni, miesiące, a czasem nawet lata. I tak będą trwać niezmiennie w tym samym miejscu dopóki nie nadamy im jakiegoś znaczenia, nie powiążemy z nimi naszych wspomnień. Dopóki nie zaistnieją w naszych głowach. Jak już kiedyś pisałam, marzymy o podbijaniu świata, ale po stracie najbliższych jego koniec sam puka do naszych drzwi.
Co mi z zachodu słońca w moim rodzinnym mieście jeśli nie wybija się pośród tych, które oglądam przez całe moje życie? Każdy jest wyjątkowy, ale zapamietasz tylko te, które miały jakieś znaczenie. A wiadomo, że najlepsze wspomnienia tworzymy z najbliższymi.
Dlatego tęsknię nie za miejscem a za ludźmi, którzy pomagali mi nadawać znaczenie rzeczywistości.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)