Dostałam kiedyś propozycję wyjazdu. Nie takiego zwykłego, jak wakacje. Wyjazdu bez konkretnego celu podróżu, miejsca. Wyjazdu w świat. I gdyby nie zaproponowała mi tego osoba, która wiele do mojego życia wniosła i którą dobrze znam, to pewnie odebrałabym to, jako żart.
Wiele razy marzyłam o podróżowaniu, bez zobowiązań, pare dni tu, pare tam. Wyobraź sobie: Wstajesz z miejsca, w którym teraz siedzisz, bierzesz plecak, wrzucasz tam ubrania, najpotrzebniejsze kosmetyki, troche pieniędzy, coś do pisania i aparat. Na stole zostawiasz list z wyjaśnieniami. Wkładasz buty, zamykasz za sobą drzwi i łapiesz stopa w świat.
Dlaczego ludzie o tym marzą? Znudzeni miejscem szukają nowych wrażeń, pragną wspomnień. Takie nasze osobiste wołanie o deszcz na pustyni.
Od pewnego czasu mieszkam przeszło 3 tysiące km od Polski. Wszystko co miałam, cały świat, który zdołałam zbudować w ciągu kilkunastu lat, został tam. Wydawać by się mogło, że da się go zbudować na nowo. No tak, tez prawda, ale na to trzeba czasu. A co z tym, który stoi pomiędzy utratą a zyskiem?
Nawet jeśli masz do dyspozycji kilkanaście wulkanów, setki wodospadów i tysiące kilometrów lawy do okoła siebie, to nie znaczy, że jesteś szczęśliwy, prawda? Potrafimy codziennie przechodzić obok miejsc i nawet ich nie zauważać. One sobie tam są, dni, miesiące, a czasem nawet lata. I tak będą trwać niezmiennie w tym samym miejscu dopóki nie nadamy im jakiegoś znaczenia, nie powiążemy z nimi naszych wspomnień. Dopóki nie zaistnieją w naszych głowach. Jak już kiedyś pisałam, marzymy o podbijaniu świata, ale po stracie najbliższych jego koniec sam puka do naszych drzwi.
Co mi z zachodu słońca w moim rodzinnym mieście jeśli nie wybija się pośród tych, które oglądam przez całe moje życie? Każdy jest wyjątkowy, ale zapamietasz tylko te, które miały jakieś znaczenie. A wiadomo, że najlepsze wspomnienia tworzymy z najbliższymi.
Dlatego tęsknię nie za miejscem a za ludźmi, którzy pomagali mi nadawać znaczenie rzeczywistości.
Wiele razy marzyłam o podróżowaniu, bez zobowiązań, pare dni tu, pare tam. Wyobraź sobie: Wstajesz z miejsca, w którym teraz siedzisz, bierzesz plecak, wrzucasz tam ubrania, najpotrzebniejsze kosmetyki, troche pieniędzy, coś do pisania i aparat. Na stole zostawiasz list z wyjaśnieniami. Wkładasz buty, zamykasz za sobą drzwi i łapiesz stopa w świat.
Dlaczego ludzie o tym marzą? Znudzeni miejscem szukają nowych wrażeń, pragną wspomnień. Takie nasze osobiste wołanie o deszcz na pustyni.
Od pewnego czasu mieszkam przeszło 3 tysiące km od Polski. Wszystko co miałam, cały świat, który zdołałam zbudować w ciągu kilkunastu lat, został tam. Wydawać by się mogło, że da się go zbudować na nowo. No tak, tez prawda, ale na to trzeba czasu. A co z tym, który stoi pomiędzy utratą a zyskiem?
Nawet jeśli masz do dyspozycji kilkanaście wulkanów, setki wodospadów i tysiące kilometrów lawy do okoła siebie, to nie znaczy, że jesteś szczęśliwy, prawda? Potrafimy codziennie przechodzić obok miejsc i nawet ich nie zauważać. One sobie tam są, dni, miesiące, a czasem nawet lata. I tak będą trwać niezmiennie w tym samym miejscu dopóki nie nadamy im jakiegoś znaczenia, nie powiążemy z nimi naszych wspomnień. Dopóki nie zaistnieją w naszych głowach. Jak już kiedyś pisałam, marzymy o podbijaniu świata, ale po stracie najbliższych jego koniec sam puka do naszych drzwi.
Co mi z zachodu słońca w moim rodzinnym mieście jeśli nie wybija się pośród tych, które oglądam przez całe moje życie? Każdy jest wyjątkowy, ale zapamietasz tylko te, które miały jakieś znaczenie. A wiadomo, że najlepsze wspomnienia tworzymy z najbliższymi.
Dlatego tęsknię nie za miejscem a za ludźmi, którzy pomagali mi nadawać znaczenie rzeczywistości.
Jeśli powiem że wywołało to we mnie silne emocje , wystarczy ? Na więcej brak mi słów.
OdpowiedzUsuńWystarczy :)
OdpowiedzUsuń