25 maja 2013

Next time I'll be braver..

Nie wiedział czy jest w tym jakiś cel, drążył w myślach. Brak mu było pewności czy aby czasem nie jest zwykłą fikcją literacką stworzoną przez autora, w celu zlania swojego bólu na kogoś innego.

Wsparty łokciami o umywalkę gładzil swój trzydniowy, ostry zarost. Nieprzytomnie dostrzegł, iż ciemny meszek postarzał go o pare ładnych lat. Niesamowite jak człowiek potrafi sie zmienić w ciagu kilku dni.
Patrzył w lustro, jego promienisty wzrok wyblakł, stracił głębie. Był pusty i nasączony przerażeniem.
- kim jesteś? - wyszeptał chowajac twarz w dłoniach. Pozbawione barwy słowa ginęły w ciszy. Ulatniały sie niczym para. Łzy tańczyly mu na powiekach a w środku sciskalo z bólu. Niemal dławił się własnymi myślami.
Przełknąl ślinę przeklinając cały świat, rozpaczliwie szukał w sobie blasku, którym kiedyś emanował. Z kamiennego posągu o trwałych fundamentach stał sie wątłym piókiem porywanym przez wiatr, a ten go nie oszczędzal. Kosci policzkowe zapadały się pod ciężarem maski, którą przybrał. Szerokie ramiona nie mogły unieść jego własnej osoby.

W pośpiechu wertował każdą sylabę błąkajaca sie po jego pamięci. Przywoływal w myślach słowa, które kiedyś wypowiedziała Ona. Przekrwione oczy były efektem strachu przed snem. Bał sie spotkać pare czekoladowych oczu, które niejednokrotnie były dla niego jedynym wsparciem.
Załkał. Nie miał siły by utrzymać sie na nogach, a jeszcze niedawno wierzył, ze da radę ochronić małe, delikatne ciało przed największym tornadem. Nie poznawał sam siebie, kiedy zdążył się tak zmienić... Myśli kotłowały się w jego głowie rzucając osłabiające klątwy na całe ciało.
Był człowiekiem o twardych zasadach. Z głową w górze dążył do spełnienia celów i planów. Wiele lat pracował na swoją postawę życiową i tak samo wiele zawdzięczał sam sobie. Nie mógł pojąć, jak bardzo upadł w ciągu niespełna pół roku.
Zrzucil się z piedestału by oddać Jej pierwsze miejsce w życiu. Stracił dla niej siebie, a teraz stracił i ją. Nie miał odwagi wierzyć, ze któregoś dnia znów się spotkają. Nie chciał by go takim widziała. Został wspomnieniem człowieka, którego kochała, choć sama przyczyniła sie do jego upadku.
Przeczesywal palcami szorstki zarost próbując powstrzymać łzy, czuł sie oszukany. Bezradność biła z jego postawy. Śmiał sie płaczac, nieuchronnie tracił nad sobą kontrolę.
Wzbierała w nim furia na myśl, że ingerencja osób trzecich potrafi spieprzyc cieżko wypracowaną pozycję. Był w jej oczach prostakiem, egoistą, który dbał tylko o siebie. Nie docierało do niej, ze poddana została manipulacji ze strony jej bliskich, chciał by mu wierzyła. Oddałby jej ostatnia cząstkę siebie gdyby tylko mógł, gdyby tylko miał okazję...
Zacisnal pięści syczac przez zęby. Ból paraliżował, strach mobilizował. Wrzał. Wiedział, ze nie kłamala mówiąc, że go kocha. Kiedy patrzył w jej oczy miał tę pewność. Tego nie da sie zagrać. Podtrzymywał sie rękoma o zimną powierzchnie umywalki. Opuścił głowę, nie potrafił patrzeć na postać w lustrze. W rzeczywistości wstydził się sam przed sobą. Potrząsnął głową chcąc za wszelką cene przegonić natarczywe myśli.

Była taka radosna kiedy powtarzał jej ile dla niego znaczy, kiedy opowiadał jej wizję wspólnej przyszłości. Nigdy nie pomyślałby, że zawiść zdepcze jego pewność. Ukochana z dnia na dzień podupadała. Marniała kiedy patrzył, nie potrafiła powstrzymać sie od łez. Mimo, ze jego wiara w szczęsliwe zakończenie wzrastała, ona zatracała się w wątpliwościach. Wiedział, ze jej przyjaciele go nie lubią, powtarzała mu to wiele razy. Na samą myśl o nim robiło sie im niedobrze. Gardzili nim. Z początku myślał, ze po prostu sie martwią, z biegiem czasu zrozumiał, ze nie pasowało im jego towarzystwo. Był człowiekiem o jasno określonej moralności, nie bawiły go drwiny z ludzi. A przede wszystkim - kochał JĄ. Gryzło ich to okrutnie, nie potrafili znieść myśli, ze mógłby uczynić ją szczesliwsza niż oni sami potrafili. Biło od nich cynizmem, chamstwem. Wiedział, jak bardzo ich kochała, starał sią to zrozumieć. Próbował pojąć jej wiarę w nich. Powtarzała, że są inni, że nie zostawią jej jak reszta. W jednym miała racje - nie zostawią jej. Zniszczą wszystkich, których dopuści do swojego serca. Chcą mieć ją tylko dla siebie.

- ciekawe czy jej nastepny związek tez tak rozpieprzą - wysyczal w myślach. Zasiali w niej ziarno wątpliwości, które dojrzewalo z każdym pomrukiemn tęksnoty. Wypełniało ją całą, aż w końcu przestała wierzyć. Przestała słuchać własnej intuicji. A on patrzył jak upada trzymając jego szklane serce w dłoniach. Nic nie mógł zrobic. Samotna łza przecięła jego podrazniony policzek tworząc kolejną ranę. Gdyby tylko chciała go wysłuchać, ale wiedział, że mu nie uwierzy.

Tępo wpatrywał się w białą ścianę opierając brodę na ramieniu. Zacisnął dłonie, jak potrafłl najmocniej. Czuł paznokcie przecinające delikatną skórę. Z ran sączyła się krew. W głowie przewijał najgorszy koszmar swojego życia szukając fragmentu, który pominął ślepo wierząc, że może coś jeszcze zmienić. Każda kolejna sekunda była godziną tortur. Cierpiał, jak nigdy wcześniej. Był marnym pyłkiem bez wartości. Brzydził się sobą, czuł się brudny. Poczucie winy zgniatało jego świadomość, nie mógł przestać kaleczyć się wpomnieniami. Kochał ją, a stracił na dobre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz