16 października 2012

2 sides of me.

I znowu wieczór za kółkiem.
Rozsiadam się wygodnie, zapinam pas. Delikatnie przejeżdżam dłonią po zimnej kierownicy próbując rozwiać zmęczenie. Ostatnie spojrzenie w lusterko. Wyglądam całkiem nieźle, świeżo. Tylko czerwone oczy zdradzają ostatnie spotkanie z blantem. Jeszcze drętwieją mi usta od cierpkiego smaku bibułki. Luźno spięte dready opadają na ramiona delikatnie łaskocząc kark. Rzucam szybki uśmiech do klona w lustrze i możemy jechać.

Razem z wdychanym powietrzem wpadł mi do nosa zapach odświeżacza. Lekko zużyta waniliowa woń miesza się z moimi perfumami i otula drżące z zimna ciało. Jest październik, noce są chłodne, a ja zaczynam żałować, że nie zabrałam kurtki.
Właśnie mijam kolejny przystanek. Przy nim troje zmarzniętych ludzi czekających na swojego wybawiciela - autobus. Któreś z nich pewnie przeklina niepunktualność kierowcy, a pozostali wierzą, że włączył ogrzewanie. Standard.
Moją uwagę odwrócił dźwięk dobywający się z głośnika. Piosenka pełna wspomnień. Pierwsze nuty wywołały ścisk żołądka. Powrót do rzeczywistości. Tłumiąc przedsmak burzy zaciskam dłonie na kierownicy. Czuję jak nierówności w jej materiale wbijają się w moją skórę pozostawiając czerwone szlaczki. Małe dróżki, jak te na szybie wydrążone przez krople deszczu. Jadę do domu. Nareszcie. Nic tak nie cieszy jak wygodne łóżko.
Przemierzam doskolane znane mi drogi. Kazdy kamień, drzewo czy słup zostały fotograficznie włożone w moją podświadomość i przyklejone na ścianie mózgu. Mogłabym jechać z zamkniętymi oczami, choć i tak przez większość czasu nawet nie zwracam uwagi dokąd jadę. Jeżdżę na pamięć.
Ostatni zakręt i znalazłam się na sporym parkingu, pare kroków od domu. Parę wdechów zimnego powietrza i w nozdrza uderza swoiski zapach. Jakiś odświeżacz powietrza, jak na złość też waniliowy. Idąc w kierunku sypialni przeciągam palcem po szafce upewniając się, że na nic nie wpadnę. Na jej końcu zostawiam klucze i portfel. Lekko przymknięte drzwi zaskrzypiały pod wpływem popchnięcia. Jest ciemno. Waniliowa woń lekko mnie usypia, a może to przez mój stan. Po dobrym joincie zawsze chce mi się spać. Rzucam moje zmęczone ciało na wielkie łóżko wtulając się w śpiącą przy ścianie osobę. Przykładam nos do delikatnej skóry, by jeszcze raz przed snem zaciągnąć się zapachem szczęścia.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz