20 października 2012

Vindur

Minęła już chyba wieczność od kąd zaczęłam studiować poczynania wiatru. Zarywałam noce wyliczając czas pomiędzy jednym a drugim powiewem. Chciałam przestać upadać, czuć twardy grunt pod nogami. Zawsze taka byłam... Ostrożna. Tak, to dobre słowo. Planowałam każdy przejaw spontaniczności. Mimo tego gubiłam się w sobie. Brak wiary we własne możliwości rzucał we mnie głazy zagłady. Pradoksalnie nie brakowało mi szczęścia. Nieludzka siła pchała mnie do przodu, do teraz i tutaj. Już nie pcha, teraz ja biegnę przed siebie. Wiele się zmieniło. Nauka skakania przez powiewy z teorii przerodziła się w praktykę... A może to sam wiatr znudzony moimi dzieciecymi pytaniami postanowił nauczyć mnie czuć odpowiedzi. Tak czuję do dziś. Nie miałam pojęcia jak wiele kolorów ma świat. A smaków? Mnóstwo. O melodiach, które grają mi w głowie nie powiem więcej niż to, że nawet huragan cichnie by ich wysłuchać.
Patrzę na świat oczami dziecka tak, jak nie patrzyłam nigdy. Przestałam być dorosła, na to przyjdzie czas. Albo i nie. Na chwilę obecną wiem jedno - Każdy człowiek czasem upada. Dlatego zostałam wiatrem.

Dla Simona, http://wiecejnizja.blogspot.com/


1 komentarz:

  1. to zdjecie.
    zamyka mnie od srodka.
    uwielbiam je.

    OdpowiedzUsuń